Oczywiście nastąpiła kłótnia z tatą. Niestety nie zakończyła się szczęśliwie, jutro mam wyjechać co ciotki. Po prostu wspaniale! Mam już dość wszystkich, chcę odpocząć od świata. Olewając wcześniejszy rozkaz rodzica, ponownie wymknęłam się z domu. Nie brałam samochodu, bo zabrano mi do jego kluczyki. Mam to w dupie, zacznę własne, wolne życie. Nie wiem gdzie zamieszkam, ale wierzę, że sobie poradzę. Wzięłam mój portfel pełen pieniędzy, dlatego mogłam kupić bilet do metra, którym przemieściłam się do centrum miasta. Chodziłam bez celu. W nocy wyglądało to pięknie. Postanowiłam, że przejdę się po parku. Tam usiadłam na ławce, obserwowałam fontannę, świecącą na różne kolory. Nagle przed moimi oczami stanęła znajoma mi postać. Usmiechnęłam się do chłopaka i poklepałam miejsce obok, by usiadł.
- Co tu robisz? - zapytał Matt lekko ochrypłym głosem.
- Tak po prostu, wyszłam na wieczorny spacer. - skłamałam niechcąc się żalić. Lubię, jak ktoś się o mnie martwi, ale niefajnie wychodzić na jakąś bezradną sierotę.
- Widać, że coś jest nie tak. Mów o co chodzi. - kurwa, jestem aż tak przewidywalna? Przewróciłam oczami i opowiedziałam Mattowi całą historię. Na koniec popłakałam się, wiedząc, iż tak na pewno sobie nie poradzę w życiu.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz