- Sky, co Ty kurwa narobiłaś... - szczerze? O tej godzinie, na takich pobocznych drogach nie spodziewałam się jakichkolwiek aut. Zdezorientowana enericznie wyszłam z samochodu i pobiegłam do totalnie zniszczonego pojazdu. Z przerażenie patrzałam na drzwi, które nagle wywarzył jeden chłopak. Wpadł na mnie, przez co o mało nie wpadłam do rowu. Na szczęście złapał mnie, a ja z podziękowaniem wpatrywałam się w niego. Zapytał czy nic mi nie jest, po czym stwierdziłam, iż to ja powinnam się i to zapytać. Ze łzami w oczach patrzyłam na auto, które nadawało się jedynie do kasacji.
- Matko jedyna, ja tak bardzo przepraszam... - przełknęłam głośno gule w gardle i zaczęłam cicho płakać. Nagle z samochodu wydostali się jeszcze trzej mężczyźni. W porównaniu do mnie, byli oni gigantami. - Obiecuję, że zapłacę wam co do grosza za straty, tylko proszę nie dzwońcie na policję. - błagałam chłopaków, wiedząc, że tato nie będzie zadowolony z mandatu.
- Młoda, zdajesz sobie sprawę co zrobiłaś? - powiedział blondyn i bardzo jasnej cerze. Wgapiałam się w niego z szeroko otwartymi oczami. - Mogłabyś uważać trochę bardziej i zwracać uwagę na bezpieczeństwo innych! Nawet nie myśl, że Ci to odpuścimy! - krzyczał na mnie z chrypą w głosie, jego żyły coraz bardziej odstawały, przez co wyglądał jeszcze groźniej. Okropnie się przestraszyłam, przez co jeszcze bardziej się rozryczałam.
- Ta, jeszcze rycz! - warknął inny, waląc pięścią w blachę samochodu.
- Ej, chłopacy! Nie spinajcie tak dup, wszystko da się naprawić. - stwierdził brunet, którego jako pierwszego zobaczyłam. Podszedł do mnie i spojrzał z żalem w oczach. - Nie martw się, to skurwysyny, zawsze się bez sensu wkurwiają. - rzekł przytulając mnie. Zaskoczyło mnie to, nie powiem. I ten jego zapach... Nie chcę się odkleić.
(Matt?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz